Przejdź do głównej treści

Dwoje w Dotyku – Masaż dla dwojga Rzeszów

Dlaczego przyjemność tak często trzeba sobie najpierw usprawiedliwić?

Dlaczego przyjemność tak często trzeba sobie najpierw usprawiedliwić?

Kupiłam coś dzieciom.

Należało im się.

Zaprosiłam partnera na kolację.

Dawno nigdzie razem nie byliśmy.

Wydałam pieniądze na kurs.

Przyda mi się w pracy.

Zapisałam się na trening.

Przecież trzeba dbać o zdrowie.

A potem pojawia się coś, czego nie da się tak łatwo uzasadnić.

Masaż.

Wieczór tylko dla siebie.

Dwie godziny bez telefonu.

Wyjazd bez dzieci.

Spotkanie, które nie ma uczynić nas bardziej produktywnymi, zdrowszymi ani lepszymi.

Ma być po prostu przyjemne.

I nagle pojawia się pytanie:

Czy naprawdę tego potrzebuję?

Jakby sama chęć nie wystarczała


Ciekawe, jak często potrafimy bez większych wyrzutów sumienia wydawać czas, pieniądze i energię na rzeczy potrzebne innym.

Znacznie trudniej przychodzi nam zrobić coś wyłącznie dlatego, że mamy na to ochotę.

Szukamy uzasadnienia.

Byłam ostatnio bardzo zmęczona.

Dużo pracowałam.

Mam urodziny.

Dawno nigdzie nie byłam.

Należy mi się.

Jakby przyjemność potrzebowała przepustki.

Jakby trzeba było najpierw wystarczająco długo pracować, troszczyć się o innych, być odpowiedzialną i zmęczoną, żeby móc zrobić coś tylko dla siebie.

Może dlatego tak trudno nam przyjmować

Dawanie ma swoją logikę.

Kiedy troszczymy się o kogoś, jesteśmy potrzebni.

Kiedy pomagamy, mamy poczucie, że robimy coś wartościowego.

Kiedy organizujemy, pamiętamy i dbamy o innych, wiemy, jaka jest nasza rola.

Przyjmowanie jest inne.

Wymaga zatrzymania.

Pozwolenia, żeby przez chwilę niczego nie odwzajemniać.

Nie kontrolować.

Nie zasługiwać.

Nie zastanawiać się, czy już wystarczy.

Po prostu być po tej drugiej stronie.

Dla wielu osób właśnie to okazuje się zaskakująco trudne.

„Nie wydam tyle na siebie”


To zdanie słyszymy częściej, niż mogłoby się wydawać.

Czasami od osoby, która bez większego zastanowienia wyda podobną kwotę na prezent dla partnera, weekendowy wyjazd, kolejną rzecz do domu albo coś dla dzieci.

Nie chodzi o to, że każdą przyjemność trzeba sobie kupić.

Ani o to, że rozsądek i pieniądze nie mają znaczenia.

Chodzi o moment, w którym odkrywamy, że łatwiej jest nam uzasadnić wydatek na wszystkich wokół niż na własne doświadczenie.

Zwłaszcza takie, którego jedynym „efektem” ma być to, że przez chwilę poczujemy się dobrze.

A może nie wszystko musi prowadzić do jakiegoś celu?

Żyjemy w świecie, w którym nawet odpoczynek potrafimy zamienić w zadanie.

Śpimy, żeby mieć więcej energii.

Ćwiczymy, żeby lepiej wyglądać.

Medytujemy, żeby być spokojniejsi.

Jedziemy na urlop, żeby wrócić wypoczęci i znowu móc pracować.

Ciągle coś ma prowadzić do czegoś.

A gdyby czasem zrobić coś, co nie musi być inwestycją w lepszą wersję siebie?

Nie po to, żeby naprawić związek.

Nie po to, żeby pozbyć się napięcia.

Nie po to, żeby nauczyć się kochać swoje ciało.

Nie po to, żeby przeżyć coś przełomowego.

Tylko dlatego, że chcemy przez chwilę doświadczyć bliskości, dotyku, spokoju albo przyjemności.

Być może pytanie brzmi inaczej

Nie:

„Czy naprawdę tego potrzebuję?”

Ale:

„Dlaczego tak trudno mi pozwolić sobie na coś, czego po prostu chcę?”

Nie mamy jednej odpowiedzi.

Każda osoba przyniosłaby tutaj własną historię.

Wychowanie.

Pieniądze.

Wstyd.

Odpowiedzialność.

Przekonanie, że najpierw trzeba zadbać o wszystkich innych.

Albo zwyczajną obawę przed czymś, czego jeszcze nie znamy.

Warto jednak czasem zauważyć ten moment.

Ten krótki odruch, kiedy pojawia się pragnienie, ciekawość albo potrzeba, a chwilę później zaczynamy szukać powodów, dla których nie powinnyśmy za nimi pójść.

Nie musisz czekać, aż będziesz wystarczająco zmęczona

Nie trzeba mieć kryzysu w związku, żeby poszukać nowego sposobu bycia blisko.

Nie trzeba być na granicy wyczerpania, żeby pozwolić komuś zatroszczyć się o siebie.

Nie trzeba stracić kontaktu z własnym ciałem, żeby być ciekawą tego, co można jeszcze poczuć.

Czasem wystarczy ciekawość.

Ochota.

Pragnienie doświadczenia czegoś nowego.

I decyzja, że to również są wystarczające powody.

Może więc warto zadać sobie dziś jedno pytanie:

Na co od dawna mam ochotę, ale wciąż czekam na wystarczająco dobry powód, żeby sobie na to pozwolić?

 

Na koniec jeszcze jedna rzecz.

Oferujemy masaże i byłoby dziwne, gdybyśmy do nich nie zachęcali.

Ale wcale nie musi chodzić o masaż.

Może od dawna masz ochotę gdzieś pojechać. Kupić sobie coś bez szukania praktycznego uzasadnienia. Spędzić wieczór sama. Zapisać się na zajęcia, które po prostu Cię ciekawią. Zrobić coś, co nie jest potrzebne, rozsądne ani produktywne.

Coś, czego po prostu chcesz.

Może więc nie pytaj dziś, czy naprawdę tego potrzebujesz.

Zapytaj: na co mam ochotę i dlaczego wciąż sobie na to nie pozwalam?

Podziel się wpisem w Social Mediach